poniedziałek, 16 czerwca 2014

Raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy
zanurzyć pociągnąć wyjąć, zanurzyć pociągnąć wyjąć, zanurzyć ..
-Mam już tego dość ! - ze złością odrzuciłam wiosło, które wylądowało na dziobie łodzi potoczyło się i.. przychyliło się ku wodzie - Nie !- jednak kiedy rzuciłam się by ratować wiosło, łódź w wynuku mojego przemieszczenia poruszyła się i..
Wiosło wpadło w wodne odmęty .
-Super . Po prostu wspaniale ! Nie dość, że nie odzyskałam choć cala pamięci i nie mam kompletnego pojęcia gdzie jestem, to teraz jeszcze ten durny los postanowił mi dokopać i nie mam jak dalej sterować tą przeklętą łajbą. Chyba gorzej już być nie może. - Ze złości, nie namyślając się z całej siły kopnęłam w bok łodzi, po czym usiadłam zrozpaczona swoją pozycją i bezsilnością, zaczęłam się wpatrywać bezmyślnie w dal..
                                                                     *        *        *


 Nagle, zrobiło mi się zimno w stopy. Zwinęłam je więc pod siebie - tak by siedzieć po turecku i nadal bezmyślnie wpatrywałam się w opary mgły unoszące się wokół mnie - od razu wróciłam do poprzedniej pozycji, czując lodowate zimno na łydkach pod którymi były moje stopy O nie..
Powoli przeniosłam wzrok na dół łodzi Cholera !
Dno łodzi było pełne wody, sięgającej kilka centymetrów wody - ale nie to było najgorsze lecz czas w jakim ta woda napływała. Od razu pojęłam skąd się wzięła i nawet niepotrzebnie spojrzałam się w bok łodzi.
Bok który kopnęłam w napadzie złości..
Drobnymi strumyczkami woda wlewała się do wnętrza, lecz najbardziej przerażające było to, iż szczelina która utworzyła się najwidoczniej od kopnięcia - a której nie zauważyłam - coraz bardziej się powiększała, wpuszczając coraz większe ilości wody. Spanikowana skamieniałam i choć nie mogłam sobie przypomnieć czy umiałam pływać - coś mi mówiło, że nie.
Cholera, cholera, cholera, cholera
 Nagle coś mnie wyrwało z transu chyba jakieś pluśnięcie -jakby coś lub ktoś wskoczył do wody - lecz ledwo to zarejestrowałam, gdyż od razu wyrywając się z odrętwienia podbiegłam do uszkodzonej burty, daremnie - najpierw przyciskając dłonie do szczeliny, a potem wychlapywałam wodę na zewnątrz - próbowałam się łudzić, że wszystko będzie dobrze. W końcu z piekącymi ramionami zaprzestałam trudu. Otępiała pogodziwszy się z sytuacją, wycieńczona od zimna i wysiłku położyłam się na dnie łodzi, zamknęłam oczy i złożyłam ręce na piersiach.
Pozwoliłam by woda powoli mnie pochłaniała, kawałek po kawałku. I tuż przed tym jak ciemność miała mnie otulić w swoje skrzydła pomyślałam zupełnie bez sensu teraz już chyba naprawdę gorzej być nie może, zupełnie jak w tych głupich filmach, gdzie los..
 -Co ty robisz ?! Nie poddawaj się zaraz tam
I zapadła ciemność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz